Każdy kosz jest inny
Ireneusz Witczak – wikliniarstwo
Zajmuje się Pan wikliniarstwem od ponad czterdziestu lat…
Dokładnie od 24 stycznia 1983 roku, ale już wcześniej pracowałem z rodzicami w ich gospodarstwie rolnym przez osiem lat. To była poniemiecka uprawa i przetwórstwo wikliny, około czterech hektarów w Szklarce Trzcielskiej w okolicach Nowego Tomyśla. Mój ojciec zajmował się wikliną, a dziadek, który pochodził z kieleckiego, miał ogromną zdolności do wyplotu wikliny, ale był też szewcem.
Jak wyglądała praca na takiej plantacji?
To była bardzo ciężka praca, trwająca praktycznie cały rok. Trzeba było najpierw przygotować ziemię, by nie było w niej chwastów. Później świeżą wiklinę cięło się w sztobry, czyli odcinki. Trzeba też było zaznaczyć gdzie jest czubek, a gdzie końcówka, by wiklinę odpowiednio posadzić w rzędach. Kiedy urosła, były zbiory. Dzisiaj są maszyny do zbiorów wikliny, a kiedyś były noże do ścinania i klamry do sortowania. Najbardziej podczas tej pracy nie lubiłem „dziabkować”, czyli oczyszczać wikliny z chwastów.
Jak wygląda proces przygotowania wikliny do wyplotu?
Ściętą wiklinę przewozi się, sortuje i wiąże, kładzie się w sztaple, czyli warstwy, by wyschła i żeby zatrzymała się wegetacja, a później się ją koruje, gotuje lub parzy. Jasna wiklina jest bez kory. Kosze ciemniejsze wyplatane są z wikliny z korą, która jest mocniejsza i przeznaczana do wyrobów służących do prac gospodarskich. Do wyplotu trzeba na co najmniej godzinę zamoczyć wiklinę, by była giętka.
Od czego trzeba zacząć, by taki kosz wypleść?
Najpierw robi się podstawę, dno kosza, później wyplata się jego korpus, który wykończony jest splotem w kształcie warkocza, a na końcu robi się rączkę. Zrobienie takiego średnich rozmiarów kosza zajmuje około półtorej godziny. Nie ma dwóch takich samych koszy, chociaż są podobne, to zawsze się czymś jednak różnią.
Z jakich narzędzi Pan korzysta?
Nóż z zakrzywionym ostrzem, młotek, szpila i sekator to podstawa.
Co Panu daje to rzemiosło?
Cieszy mnie ta praca i tak długo, jak będę miał siłę, będę prowadził warsztat. Cieszy mnie, kiedy ktoś przychodzi, kupuje kosz i jest szczęśliwy.
W sprzedaży ma Pan także kosze farbowane, bardziej nowoczesne od tych tradycyjnych w kolorze wikliny.
Białe kosze przechodzą proces utleniania, ale są bardziej kruche, bo ta wiklina jest osłabiona. Granatowe są barwione farbami wodnymi w ogromnych kadziach. Wiklina tzw. „czerwoniasta” ma taki kolor po gotowaniu, gotuje się ją od sześciu do ośmiu godzin. Naturalna biała wiklina, po zdjęciu, kory ma kolor biały wchodzący w żółć.
***
Wywiad został przeprowadzony podczas wydarzenia “Ginące zawody i umiejętności” w 2024 roku przez Katarzynę Buganik.
Serdecznie zapraszamy na tegoroczną edycję wydarzenia, które rozpoczyna się 1 czerwca i potrwa do 4 czerwca, a podczas którego będzie można zobaczyć niesamowitych twórców z całej Polski. Szczegóły wydarzenia znajdziecie TUTAJ.
