Glina musi słuchać człowieka
Łukasz Dzieciątkowski – garncarstwo, ceramika
Jak to się stało, że został Pan garncarzem?
Należę do piątego pokolenia garncarzy w rodzinie Dzieciątkowskich. Mój pradziadek wżenił się w rodzinę garncarzy. Później dziadek, uczestnik powstania wielkopolskiego, po powrocie z wojny zajął się garncarstwem. Następnie mój tato. Ja, kiedy pracowałem zawodowo, a jestem inżynierem dróg, trochę pomagałem tacie w wolnym czasie. Zostawiłem jednak zawód i zająłem się garncarstwem, i ceramiką. Prowadzę warsztaty, współpracuję m.in. z domami kultury, muzeami i szkołami.
Pochodzę z Czarnego Brodu w okolicach Konina, w Wielkopolsce. Przyjeżdżam do Ochli, prowadzę warsztaty w Lądzie, jeżdżę do Biskupina, Dziekanowic, Kalisza, Konina czy Słupcy. Pokazuję, jak się toczy i wyrabia naczynia na kole garncarskim. Obecnie robię najwięcej rzeczy użytkowych takich, jak kubki, mleczniki, misy i tradycyjne garnki na ogórki.
Od czego zaczyna Pan swoją pracę?
Trzeba najpierw znaleźć dobry surowiec, by glina była odpowiednio tłusta, by się dobrze trzymała i formowała. Ważne jest też przygotowanie surowca. Zamawiam półprodukt, czyli glinę oczyszczoną, zmieloną, przesianą, zbadaną, żeby miała określony skład mineralny. Mam maszyny do urabiania gliny i sam ją przygotowuję, bo ta glina jest sucha. Najpierw ją trzy, czterokrotnie walcuję, żeby była równiej konsystencji. Później dwa, trzy razy musi przejść przez mieszarkę śrubową, która miesza i wyciska powietrze. Następnie foliuję glinę i ona musi klika dni poleżeć, żeby nabrała równej konsystencji. Ja już mam maszyny, ale mój dziadek musiał wszystko ręcznie robić – ubijać glinę młotkiem, deptać lub wyciskać w rękach. Ja też ręcznie muszę tę glinę przekładać i dźwigać. To ciężka fizyczna praca.
Mam trzy piece. Jeden tradycyjny, w którym energię uzyskuje się ze spalenia drewna. Ja wypalam na drewnie sosnowym. To też nie może być drewno znalezione byle gdzie. Ono musi być dobre, takie które wolno rośnie i jest kaloryczne. Porąbane drewno musi być dwa lata sezonowane. Nie można opalać pieca mokrym drewnem, bo ta wilgoć będzie szła z dymem do garnuszków i one później będą pękały. Mam też dwa piece elektryczne do wypalania i szkliwienia. Z nimi jest prościej, bo w nich już tylko ustawia się temperaturę.
Nie każda glina nadaje się na warsztat…
Najważniejsze, żeby glina była dobrej jakości, oczyszczona, która się wypala w wysokiej temperaturze. Ona jest wtedy mocna, nie przyjmuje wilgoci i chłonie szkliwo. Ta glina jest szara, a po wypaleniu nabiera koloru jasnobeżowego. Najbardziej popularna w Polsce jest glina żółta lub zielona, która wypala się na czerwono. To glina przemysłowa, którą można spotkać wszędzie i z niej robi się cegłę. Glinki, które wypalają się na jasno trudniej znaleźć. One występują na przykład w okolicach Bolesławca, Wrocławia i Zielonej Góry. Mają dużo kaolinu, a nie żelaza. Kiedyś garncarze z naszej miejscowości sprowadzali glinę z okolic Kalisza czy Jarocina. Kiedy z tatą przywoziliśmy glinę z odkrywki, to ta glina przynajmniej rok musiała leżeć, by spadły na nią deszcze, żeby przemarzła, skruszała i nabierała elastyczności.
Tworzenie naczyń to proces. Proszę opowiedzieć, jak powstaje kubek?
Kiedy glina się ulasuje, odleży, to urabiamy kubek. Później odkładamy go i suszymy. Po kilku, kilkunastu godzinach obracamy go i obrabiamy dno, a następnie przyklejamy ucho. Odkładamy kubek w miejsce bez przeciągu i nasłonecznienia, by woda z gliny odparowała. Dobrze jeszcze naczynie obrócić do góry dnem i wokół własnej osi, by równomiernie zostało wysuszone. Po około tygodniu trzeba wypolerować kubek papierem ściernym, wytrzeć go, odmuchać sprężonym powietrzem i włożyć do pieca. Pierwsze wypalenie odbywa się na 980 stopni. Żeby piec się nagrzał do tej temperatury, to potrzeba około 16 godzin. Wypał w samej tej temperaturze to od 20 do 30 minut. Studzenie trwa przez 24 godziny. Wyciągamy naczynie z pieca i trzeba je potraktować sprzężonym powietrzem i papierem ściernym, skontrolować czy coś nie pękło, nie skrzywiło się, zeszlifować tzw. „zadziorki”. Dalej jest malowanie szkliwem przez zamoczenie i oczyszczenie dna. Następnie trzeba naczynia precyzyjnie ułożyć, by się nie dotykały i sprawdzić dna czy szkliwo jest dobrze położone, by się nie przykleiło do półki. Kolejno ustawiamy piec na 1200 stopni. Nagrzewa się przez 6 godzin. Sam wypał w temperaturze najwyższej to pół godziny, na koniec studzenie przez 24 h.
Przywiózł Pan do Ochli swoją ceramikę. Widzę kilka kolorów naczyń: biały, miętowy, ciemnozielony, kobaltowy i brązowy. W jaki sposób nadaje im Pan barwy?
Trzymam naczynie obcęgami i zamaczam je w białym szkliwie, które ma konsystencję śmietany i wyciągam. Potem szybko narzucam delikatnie drugie szkliwo, na przykład chlapię granat i tak powstaje kolor.
Czy garncarstwo jest trudne?
Trzeba dużo cierpliwości, by glinę opanować w stopniu podstawowym. Glina musi słuchać człowieka. To nie było tak, że od razu zacząłem robić duże dzbany czy misy. Sprawności w garncarstwie i w ceramice nabiera się z czasem. Umiejętności i zdolności zwiększają się stopniowo, a człowiek uczy się przez całe życie.
Rozmowa została przeprowadzona podczas wydarzenia „Ginące zawody i umiejętności” w 2026 roku przez Katarzynę Buganik.
