Czary mary! Kręcę gary!
Anna Barzyk – garncarstwo, ceramika
Podczas Ginących Zawodów dzieli się Pani z odwiedzającymi skansen umiejętnościami garncarskimi, ale nie jest to jedyne rękodzieło, którym się Pani zajmuje…
Do Muzeum Etnograficznego w Zielonej Górze-Ochli przyjeżdżam od siedemnastu lat. Początkowo pokazywałam frywolitkę (koronkę) i haft, którego nauczyła mnie moja mama. Bardzo zdolną hafciarką i tkaczką była też jedna z moich babć. Wychowałam się na Kaszubach i w okolicy Borów Tucholskich, więc zaczynałam od haftów kaszubskich. Bardzo lubię też haft malarski, cieniowany, który jest bardzo pracochłonny. Teraz w skansenie pokazuję garncarstwo, którego sama uczyłam się przez trzy lata w terminie u mistrza ceramiki.
Glina, koło, woda w misce, to Pani warsztat…
Można mieć gadżety, gładziki, ale najważniejsze są ręce. Im więcej się ćwiczy, tym lepiej się toczy. Trzeba mieć też trochę wiedzy o glinie, rozumieć ją i wiedzieć co, w którym momencie robić. Podczas warsztatów mówię dzieciom: Czary mary, kręcę gary! Trzeba jednak przerobić tonę lub dwie tony gliny, żeby zaczęło coś wychodzić. Do garncarstwa trzeba też siły. Moim pierwszym testem, który zdałam i uznałam, że wreszcie coś umiem, było wytoczenie dwojaków. Dwojaki to muszą być dwa identyczne garneczki. Bardzo długo ćwiczyłam, żeby wychodziło mi równo i w tej chwili jestem w stanie zrobić partię identycznych kubków. Kiedyś dwojaki służyły do noszenia jedzenia na pole, dzisiaj najczęściej ludzie kupują je na pieprz i sól, albo na kwiatki.
Jest Pani garncarką czy twórczynią ceramiki?
Każdy garncarz jest jednocześnie ceramikiem. Nie każdy ceramik jest garncarzem. W skansenie pokazuję garncarstwo, ale mam też swoje stoisko z ceramiką.
W muzeum widzimy proces powstawania glinianego naczynia, a jakie są kolejne etapy powstawania ceramiki?
Gliniane naczynie suszę przez tydzień. Później wypalam w piecu w temperaturze 900 stopni, studzę, wyciągam i nakładam szkliwo. Bazą szkliwa jest kwas i różne tlenki, które powodują, że uzyskujemy różne kolory naczyń. Następnie wypalam ponownie. Ta glina jest niskotemperaturowa, więc wypalam ją w 1065 stopniach. Dopiero po drugim wypale naczynia są gotowe i szczelne.
Co jest najtrudniejsze w garncarstwie?
Garncarstwo to brudna i ciężka praca. Najtrudniejszy jest czas, kiedy wkładam ceramikę do pieca i patrzę, czy nic nie pęknie, czy szkliwo nie pocieknie. Każdy wypał to jest stres i oczekiwanie, kiedy wreszcie będę mogła otworzyć ten piec.
Co Pani daje to rzemiosło?
Ceramika uczy pokory. Wkurza i jednocześnie daje satysfakcję. Tysiąc razy już mówiłam, że to rzucam, że nie dotknę więcej koła, a potem wracam do tego zajęcia i nieraz w nocy idę do pracowni.
***
Wywiad został przeprowadzony podczas wydarzenia “Ginące zawody i umiejętności” w 2024 roku przez Katarzynę Buganik.
Serdecznie zapraszamy na tegoroczną edycję wydarzenia, które rozpoczyna się 1 czerwca i potrwa do 4 czerwca, a podczas którego będzie można zobaczyć niesamowitych twórców z całej Polski. Szczegóły wydarzenia znajdziecie TUTAJ.
