Wełna to mój chleb powszedni
Genowefa Smyczyńska – filcowanie
Proszę trochę opowiedzieć o sobie…
Urodziłam się w Żarach w 1945 roku. Moi rodzice pochodzili z Wielkopolski, z województwa poznańskiego. Mój ojciec był gospodarzem, stąd znam wszystkie zajęcia wiejskie, ale z wykształcenia jestem odzieżowcem. Skończyłam szkołę zawodową krawiecką, technikum odzieżowe we Wrocławiu i studia ekonomiczne w Warszawie.
Skąd u Pani zainteresowania modą i ubiorem?
Chyba dlatego, że miałam bardzo dobrych nauczycieli, którzy nauczyli mnie krawiectwa, modelowania i materiałoznawstwa. To był bardzo wysoki poziom nauczania. Później, podczas studiów, prowadziłam badania w Vistuli i Corze oraz w Modzie Polskiej. Od 1962 roku pracowałam w zakładach odzieżowych w Żarach. Szyliśmy tam przeważnie płaszcze, także płaszcze dyplomatyczne wysokiej klasy, które były wysyłane do Niemiec, Japonii, Anglii i Danii. Stad właśnie znam się na lnie, wełnie i na odzieży. To mój chleb powszedni.
Podczas Ginących zawodów pokazuje pani filcowanie…
Przyjeżdżam do Muzeum od dwudziestu lat. Pokazuję dzieciom wełnę, którą one dotykają, wybierają kolory włókien, filcują, bo na co dzień nie mają z nią kontaktu. Robią piłeczki, koraliki, materiał i zabierają sobie to, co zrobiły w skansenie, do domu. Dzieci mówią, że to jest ciężka praca. To prawda, trzeba pracować rękoma, ale wełna jest plastyczna i dlatego jest to także ćwiczenie rąk i zabawa. To jest moje hobby, chcę się podzielić tym, co umiem.
Pokazuje pani to, co dawne, ale także sporo opowiada…
Mówię dzieciom o zakładach lniarskich i wełnianych, bo przecież takie zakłady były w całym naszym regionie: zakłady wełniane w Żarach, Żaganiu i Polska Wełna w Zielonej Górze, w Gorzowie Wlkp. produkowano jedwab, w Nowej Soli nici, a w Gubinie obuwie. Dziś już tych fabryk już nie ma… pozostała wiedza historyczna, którą przekazuję.
Na czym polega proces filcowania wełny?
Trzeba rozciągnąć wełnę czesankową suchymi rękoma. Później trzeba się zastanowić, co robimy, czy materiał, czy kuleczkę. Żeby włókna się przykleiły. Trzeba układać wełnę w warstwy i cały czas pocierać z wodą ciepłą i mydłem i wtedy te włókna wełniane się do siebie przyklejają. Żeby tę wełnę wysuszyć trzeba je wykręcić w ręcznikach frotte lub ściereczkach. Kuleczkę wycieramy, kulamy, aż wyschnie i zrobi się sztywna.
Ma pani swój ulubiony ubiór?
Dawniej robiono buty filcowe, kapelusze, teraz nikt tego nie robi, a przecież filc jest ciepły. Dzisiaj ludzie nie patrzą na to, co kupują, na jakość ubrań…, a przecież popularne syntetyki źle wpływają na zdrowie człowieka. Ja zawsze szukam ubrań z włókna naturalnego. Kiedyś chodziłam w kostiumach, a teraz noszę wełnę, jestem od niej uzależniona.
***
Wywiad został przeprowadzony podczas wydarzenia “Ginące zawody i umiejętności” w 2024 roku przez Katarzynę Buganik.
Serdecznie zapraszamy na tegoroczną edycję wydarzenia, które rozpoczyna się 1 czerwca i potrwa do 4 czerwca, a podczas którego będzie można zobaczyć niesamowitych twórców z całej Polski. Szczegóły wydarzenia znajdziecie TUTAJ.
